Co mogą nam pokazać kreatorzy? Wszystko, co udało im się wcześniej przelać na papier. A czasem wszystko, co sobie tylko wymarzą. Każdy projektant ma wizję, jak chciałby, żeby wyglądał pokaz jego kolekcji. To oczywiście stworzone przez niego ciuchy i dodatki, świetnie dobrane buty. Makijaż i fryzury zgodne z jego zamysłem oraz cała otoczka pokazu.
Niektóre pokazy są organizowane tematycznie, gdzie pokaz kolekcji staje się wielkim show z gwiazdorską obsadą. Są dopełnione występami znanych muzyków, po wybiegu wędrują gwiazdy z pierwszych stron gazet. Wszystko po to, aby przyciągnąć jak największą uwagę medialną. By wszyscy mówili o tym jednym wieczorze. Coraz częściej projektanci chcą szokować, aby wywołać medialną burzę wokół swojej kolekcji.
Idealnymi przykładami będzie wymienienie pokazu, na którym modele mieli poranione twarze: rozcięte usta, krew z nosa, wszystko na podstawie otoczki horroru. Jednak największą sensację wzbudził Alexander McQueen. Jego zeszłoroczna kolekcja była parodią XX-wiecznych kreatorów. Pepitka Chanel, satyra projektów Diora, a wszystko to prezentowane przez modelki z ustami klauna w kolorze czerwieni i czerni. Oburzające czy niemożliwe, to słowa najczęściej powtarzające się po prezentacji kolekcji.
Czy jest to sposób? Na pewno na zrobienie szumu wokół siebie. A jak wiadomo częste bywanie w mediach zapewnia sławę. Od sławy do sprzedaży swoich projektów już coraz bliższa droga. Ilu projektantów, tyle jest właśnie sposobów na osiągnięcie sukcesu. Niezależnie od tego, jaką wybiorą oni drogę. Czy będzie to organizacja pokazów wzruszających, zatrudnianie gwiazd czy tworzenie kolekcji wręcz obrzydliwych. Każdy sposób jest dobry. Tylko warto się zatrzymać i zapytać, czy wychodzenie z założenie „nieważne co, byleby mówili” jest dobrym podejściem.
Czasem lepsze od szokowania i szaleństwa lepsze jest wyrobienie sobie marki. W przypadku kreatorów najlepiej to osiągnąć, tworząc kolekcje modne, dostępne dla wielu, z dobrych jakościowo materiałów. Nie trzeba wzbudzać oburzenia, aby być kimś. Wystarczy spojrzeć na Valentino czy Marca Jacobsa. Oni są już marką sami w sobie.